VirtualTaboo
VirtualTaboo wydaje się być takim rodzajem przestrzeni VR, przez którą nie warto się spieszyć. Jest spokojna, cicha i zbudowana wokół uczucia bycia „w środku” chwili, a nie obserwowania jej z zewnątrz. Zamiast ogromnych, zimnych środowisk, wszystko tutaj dzieje się w małych, ciepłych przestrzeniach, gdzie światło jest miękkie, a kamera siedzi naturalnie, jakbyś naprawdę tam stał.
Obraz wygląda czysto i delikatnie dla oczu. Jest ostry, ale nie agresywny. Głębokość wydaje się odpowiednia, ruchy są płynne, a ty nie odczuwasz tego dziwnego, sztucznego napięcia VR, które może cię wyciągnąć z doświadczenia. Po kilku minutach zapominasz o zestawie słuchawkowym i po prostu pozostajesz w scenie.
Sam serwis jest łatwy w obsłudze. Nie musisz walczyć przez menu ani techniczny bałagan. Możesz przeglądać spokojnie, sprawdzać, co otwierasz, i przechodzić dalej bez tarcia. Nic nie wydaje się przeciążone ani mylące.
Odtwarzanie jest stabilne, co ma większe znaczenie, niż ludzie myślą. Filmy zaczynają się szybko, nie zamarzają i pozostają stabilne nawet podczas dłuższych sesji. Działa również dobrze na różnych zestawach słuchawkowych, więc nie utkniesz z nieskończonymi problemami z konfiguracją.
VirtualTaboo nie stara się zaimponować hałasem ani hype’em. Cicho koncentruje się na komforcie, atmosferze i spójności — i to właśnie dlatego przyjemnie jest wracać.












